I kolejny tydzień upłynął. Pod znakiem zapytanie. Na szczęście w połowie tygodnia, mój problem został rozwiązany. Na szczęście.
W mojej głowie panuje nieład, nieporządek, bezsens, zamyślenie, bałagan, chaos, burdel...Ile jest jeszcze synonimów do "stan mej łepetyny "? Wiele.
Poniedziałek - wróciłam od Oli tramwajem nr. 8. Do szkoły. Neee.
Na lekcji wychowawczej, gdy inni głowili się nad ekologicznymi problemami, ja uzupełniałam coś tam w dzienniku. Wee. Od 11. kwietnia mamy luz na dwa i pół tygodnia, ha! Podstawówka niech zazdrości.
Wtorek - gramatyka. Nie lubię. Religia. Nie lubię. Matematyka. NIE lubię. Wu De Że Er? Lubię, lubię. Nic się potem nie wydarzyło ciekawego. Nic, ale to nic.
A! Nie!
Nie... Na prawdę, nie.
Środa
Czwartek - ughr. Zaczynałam dwoma niemieckimi, gdyż było zastępstwo. Potem była geo, mat i chem. NIEE-E.
I test z angielskiego. Yghrm.
Piątek - nie działo się w tym dniu nic specjalnego. Na polskim pani coooś tam mówiła o liceach, olimpiadach, testach oraz uczniach. Nie wiem w szczegółach, o czym gadałam. Prowadziłam ciekawą pogawędkę z Karoliną o Шăши юс. <3. Na religii zastępstwo, na historii oddawała sprawdzian. 0,8% do 4. Pozdro.
Niemniej jednak, historię lubić będę. :)
I badanie wyników z ortografii. Byliśmy prawdopodobnie jedyną klasą, która nie wiedziała o teście, aczkolwiek trudnością nie raził.
Wpis dla... ALINY! <3
Nie ma to jak Bridget Jones! Na poprawienie... Niee! Dopełnienie dobrego humoru!
TY SIĘ ZAKOCHAŁAŚ ! HAHAHAHA ! A MNIE MÓWIŁAŚ, ŻE JA TEGO NIE ZROBIĘ !
OdpowiedzUsuńOj tam, oj tam.
OdpowiedzUsuń