niedziela, 4 września 2011

025. 1.09-3.09

Na prawdę, nie mam o czym pisać. To znaczy jest, ale ja nie mam siły. Przyjechałam dwie godziny temu z turnieju. Tak, tak. Skończył się o 16, byłam na dworcu o 18, ale w domu już byłam o 20. :D
Tak więc, jak mi upłynęły te dni... Napiszę krótko. Zaraz idę się myć. Ach. I Jak poznałem waszą matkę <3


1.09 - czwartek.
Rozpoczęcie roku szkolnego w kościele św. Anny. Nie było niczego śmiesznego, a miało być. Jak zwykle. ;D Potem dostałam mój boski plan zajęć. Dwuosobowa grupa na informatyce rządzi. Jeśli nie wiesz o co chodzi to... Twój problem. 
Potem kupowanie butów z Andżeliką. :D Hah, kochane, kremowe buciki. AD. HD ^^


2.09 - piątek.
Nigdy nie miałam smutniejszego dnia w szkole. Było mi jakoś przykro, smutno, dziwnie... I nie tylko mnie. Kilka osób też się skarżyło na złe samopoczucie. 
Na polskim jakieś tam pierdoły, nie wiem, nie słuchałam. Ale było wesoło, bo siedziałam z Jasiem i się śmialiśmy. Jasio <3 Na matematyce siedziałam sama z tego względu, że mnie nawet nie zauważył. Nie wiem, jak tego dokonał. Potem na historii usiadłam pod ścianą na pojedynczej ławce. Jakoś nudno było. Tak samo jak na poprzednich lekcjach. Każdy nauczyciel ostrzegał nas przed tym, że piszemy testy 'oddzielnie'. To znaczy: polski, hist-wos, matematykę, przyrodę, angielski rozszerzony i podstawowy. A przynajmniej to wyłapałam. Na serio, nie mogłam się skupić. Miałam lepsze tematy do rozmyśla :)
A na brydżu BEKA <3 <3 <3 Było mega wesoło. Dwa dziadki, ugranie 2kier+4 bez dwóch asów i króla... Jestem moc, hahah.
A potem godzina czekania na Gochę, pójście na przystanek i domek - czill. 
W domu komp, przeglądnięcie książek, Skins <3, mycie, spanko.


3.09 - sobota.
Pobudka o 5:50. Wstanie o 5:59. Nie zjadłam śniadanie. Najważniejsze było wyprostowanie włosów! A jakże. Potem szybko z mamą pojechałam 304, na dworzec główny zachód czyli po prostu galeria krakowska. Jakoś znalazłyśmy ten cały RDA. Potem widziałam się już z Olą i Alą, a potem Madzia sama jakoś się znalazła. Potem czekaliśmy na coś tam. Sama nie wiem na co :D Gdy już przyjechaliśmy do Tarnowa, musieliśmy jeszcze trochę iść, by dojść do celu. Sam turniej minął szybko. Ale teraz tak się dopiero wydaje. Cytat turnieju:
Tyczka: Czy ja wyglądam jak lama 
Ja: Nieeee. 
Jasiek: Czy ja wyglądam jak zboczeniec? 
Wszyscy: Taaaak.


To było takie kochane <3. Koniec końców zajęłyśmy 4 miejsce - 59.70%. 0,30% do 3rd. Cóż. Bywa xD Ale i tak poszło świetnie. W Top16 jestem... :] To się liczy. I 6. w Małopolsce, ale to już mniej ważne.
Prawdziwa beka była w pociągu. Naprawdę było świetnie <3 
Potem, zrobiłam prawdziwe combo: Galeria->Plac Matejki-> Galeria Kazimierz-> Kapelanka->Borek-> Dom. Amen. Jakieś 220 km, 14 godzin na koturnach, odciski na stopach. Aua. Amen.
Jeszcze więcej takich wyjazdów <3 <3 <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz